Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

29.07.2005 - toga dansverg - moondalla 4 (Styropian)


Kto: Toga Dansverg
Miejsce: Ulkowy koło Gdańska
Data: 29-31.06.2005

Minęło zaledwie kilka dni od powrotu z Fullmoona, a już wyruszałem na czwartą edycję naszej rodzimej Moondalli. Wiele osób czekało na ten festiwal już od początku roku, a ostatnie tygodnie tylko podwyższały ciśnienie związane z festem. Urlop pozwalał mi na wcześniejsze pojawienie się na miejscu imprezy czyli w miejscowości Ulkowy, będącej typową polską wsią. I tak oto na dwa i pół dnia przed rozpoczęciem Moondalli pojawiłem się, by pomóc ekipie Jagodzianych w przygotowaniu chilloutu. I tak oto w 7 osób udało nam się w wyznaczonym terminie postawić chillout, którego nie mogliśmy się wstydzić. Wprawdzie festiwal rozpoczynał się 29 lipca to już w środę 27 na miejscu poza naszą chillową ekipą pojawił się deSpool z dziewczyną oraz część ekipy MoonUnity pod dowództwem Netriego. W środę wykonaliśmy założony plan, czyli wykopanie i wsadzenie pali na których miały być zamontowane płachty chroniące przed słońcem / deszczem. Późnym wieczorem, gdy już rozbiliśmy namioty, udaliśmy się na grilla do ekipy MoonUnity i tak na wspólnych rozmowach i bębnieniu zleciał nam czas do 1 w nocy. Czwartek obudził nas gęstą mgłą, która sprawiała, że poza czubkiem własnego nosa niewiele było widać. Gdy mgła już opadła i chcieliśmy zabrać się do dalszych prac, z nieba zaczął padać deszcz, który z małymi przerwami padał ponad godzinę. To oczywiście troszkę opóźniło prace, jednak nie na tyle, byśmy jakoś się stresowali. Gdy wreszcie aura pozwoliła nam na zabranie się do pracy, szybko wzięliśmy się za siebie i tak oto wieczorem chillout został postawiony, do całkowitego ukończenia pozostały tylko elementy dekoracji no i udekorowanie całości. To zadanie pozostawiliśmy sobie na dzień ostatni, a zarazem dzień w którym rozpoczynał się festiwal. Warto także wspomnieć, że w czwartek na górce zostało postawionych już wiele namiotów i co jakiś czas na miejsce festa przybywały nowe ekipy. Na scenie głównej także oczywiście trwały prace, jednak na wraz z końcem dnia nie było widać finalnej wersji mainfloora.

29 LIPCA 2005 - PIĄTEK

29 lipca 2005 dzień rozpoczęcia czwartej edycji największego i w sumie jedynego w naszym kraju festiwalu psytransowego - Moondalla. Dzień ten dla nas rozpoczął się o 8 i od tego momentu prace nad ostatecznym wyglądem chilloutu nabierały bardzo szybkiego tempa. Na szczęście udało nam się wszystko ukończyć i tak oto kilka minut przed 22 chillout został oddany do dyspozycji wszystkim tym, którzy chcieli odpocząć po zmaganiach na głównej scenie, lub po prostu mieli zamiar posłuchać delikatnych dźwięków, bądź jak to miało miejsce w sobotni wieczór - drum'n'bassów. Wg oficjalnego line upu na głównej scenie od godziny 18 miało rozbrzmiewać intro w wykonaniu duetu Atan & Mantodea, jednak prace nad ostatecznym wyglądem sceny głównej przeciągły się i intro to w większości zostało pominięte. Ludzi przybywało coraz więcej. Co chwile można było spotkać osoby z którymi raz do roku dane jest nam się spotkać i wspólnie odlatywać.

O 23:00 nastąpiło oficjalne otwarcie festiwalu, a tym który tego dokonał był "stary jak świat" Władysław Komendarek (Exodus / Pulsar Tranceformation). Jego muzyczny "wstęp" oraz oświetlenie które mu towarzyszyło sprawiało, że wielu ludziom krew w żyłach płynęła już bardzo szybko i wszyscy czekali na pierwsze bity, które ruszyłyby ich ciała w taneczny wir. Mi niestety dawały znać o sobie godziny spędzone przy tworzeniu chilloutu, przez co wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Jednak odpowiednia dawka energizerów pozwoliła mi tą noc przetańczyć do 8:00 rano kiedy to grał Psyrix, no ale może po kolei...

30 LIPCA 2005 -SOBOTA

O północy wystąpił główny "gwóźdź" line upu tegorocznej Moondalli - Tim Larner a.k.a. Sensient z Australii. I tutaj mam mieszane uczucia, odnośnie tego jak zaprezentował swe utwory, bowiem warto wspomnieć, że był to live act. Muzycznie Sensient wypadł ciekawie, dobre progresywne dźwięki poruszały naszymi ciałami, jednak brakowało mi w tym mocy i energii, która by pozwoliła mi poczuć, że festiwal się rozpoczął. Brakowało po prostu "mega pierdolnięcia", które wraz z rozpoczęciem Moondalli by mnie rozerwało. Taka była jednak wola organizatorów i należy ją uszanować. Z drugiej strony gdyby Sensient zagrał nad ranem lub w dzień to by było coś wspaniałego... no, ale teraz to już nie ma co gdybać.

O 2 nastąpiła zmiana grających, jednak nadal za sterami przebywali obcokrajowcy. Tym razem setem raczył nas lub raczej męczył DJ Migas z Portugalii. Wiele oczekiwałem po tym człowieku, wszak jest jednym z głównych DJów jednego z większych festiwali na świecie, mowa oczywiście o portugalskim Boom Festival. Niestety, tak jak już wspomniałem, Migas mnie męczył. Tak, bawiłem się, jednak muzyka jaką grał była nudna. Przeważało zbyt wiele słabych utworów, które miały niby podchodzić pod dark trance. No, ale jakoś te dwie godziny jego seta przeżyłem i czekałem na kolejnego w kolejce DJa, a był nim Izraelczyk Dica (Doof Records, Izrael). Jego set był o wiele ciekawszy od poprzednika, jednak i on nie ustrzegł się grania nudnych, wręcz słabych numerów. Na szczęście w pewnym momencie na chwile nawaliło zasilanie i wraz z ponownym uruchomieniem sprzętu Dica zagrał rewelacyjny kawałek "Gappeq - Genetically Dirty", wówczas pięknie mną miotało po polance. Nie wiem jak to się stało, ale wg line upu zagrać miał jeszcze jeden DJ z Izraela - Bull, jednak jakoś nie zauważyłem, by zagrał choćby jeden kawałek - choć chyba był na Moondalli, bowiem "zachodni" goście trzymali się razem i zawsze widziałem ich w trójkę. No, ale "trzeci" nie zagrał... mniejsza z tym. Czekałem wreszcie na coś dobrego.

Około 7 taką okazję miał dać mi Psyrix z czeskiej formacji Hedonix. No i było już o niebo lepiej niż poprzednicy. Klimaty mroczne, ale już w o wiele lepszej wersji. No i brawa dla Psyrixa za to, że starał się urozmaicać swego seta różnymi efektami dźwiękowymi z laptopa. Podczas setu Psyrixa nie zabrakło oczywiście Para Halu, a ich "First Track" odpowiednio manewrował mym ciałem. Końcówkę setu Psyrixa wysłuchałem już w namiocie, bowiem po ponad 24 godzinach na nogach przy pracy i później zabawie, dawało znać o sobie.

Obudziłem się około godziny 11, po chwili usłyszeliśmy informację o tym, że w nocy zaginęła mieszkanka wsi Ulkowy. Wówczas pewnie nie zrobiło to na zgromadzonych większego wrażenia... jednak po 10 minutach dane było mi zaobserwować jak strażacy wyciągają ciało kobiety ze stawu. Szok... Śmierć na "naszym" festiwalu, tak długo oczekiwanym przez nas wszystkich. Przez następne 3 godziny chodziłem od znajomych do znajomych ,by porozmawiać z nimi na temat tego co się wydarzyło. Większość z nich była tego samego zdania. Dlaczego tak jest, że gdy wszystko układa się dobrze, musi stać się coś, co wszystko popsuje? Wszyscy byli ciekaw co będzie dalej z festiwalem, jaką decyzję podejmą organizatorzy... No i podjęli. Po godzinie 14 z głośników wydobyły się pierwsze dźwięki serwowane przez Atana. Wówczas na terenie festa nie było służb, które musiały pojawić się na miejscu zgonu, a życie wracało do normalności. Dlaczego tak się stało? Na to pytanie pewnie nigdy nie poznamy odpowiedzi i zapewne z następnymi Moondallami wątek śmierci sołtysowej będzie powracał przez jakiś czas. Tak, tak, jak widzicie śmierć dotknęła osoby "ze wsi", co mogło dodatkowo utrudnić dalsze losy festiwalu, jednak jak się później okazało tą tragedię bardziej przeżywaliśmy my niż mieszkańcy wioski, którzy wieczorem pojawili się, by zobaczyć jak tegoroczna Moondalla wygląda - dla mnie był to sygnał, że wszystko wróciło do normy, że życie toczy się dalej, a to co się stało, tego już się nie zmieni.

Jak już wspominam o ludziach, to trzeba wspomnieć o tych fajnych i mniej fajnych osobach tegorocznej Moondalli. Ludzi było ponad 1300 co zapewne cieszy, jeszcze bardziej cieszy, że na Moondalli pojawili się ludzie nie tylko z całej Polski. Poza Polakami mieliśmy także gości z Czech, Niemiec, Holandii, Stanów Zjednoczonych. Niestety w naszym kraju, gdzie imprezy plenerowe jak na razie nie są organizowane tak często, wieść o dobrych imprezach na otwartej przestrzeni szybko się rozchodzi i na Moondalli pojawiło się także kilka osób, dla których była to po prostu impreza, a czy grali na niej psytrance, czy też jakieś inne dance to już dla nich było nieistotne. Osobiście nie interesuje mnie to jak kto wygląda, ubiera się czy jak tańczy, jednak tegoroczna Moondalla pokazała, że jednak można być "upierdliwym" na maxa. Najbardziej boli mnie chęć pokazania się przez osoby spoza klimatu. Wpychają się na siłę w dane miejsce, ogólnie ciężko było mi na to wszystko patrzeć. Całkiem inna sprawą jest wlewanie w siebie litrów alkoholu na placu zabawy. Niestety dość częstym widokiem pierwszej nocy były osoby pod wpływem alkoholu lub czegoś innego. Niestety na maxa upijali się nie tylko dyskotekowcy, ale także ludzie którzy z transem mają dość sporo wspólnego i które dobrze kojarzę z poprzednich Moondalli. Jaka jest różnica między np. Moondallą i Fullmoonem? Że u nas pije się ile się da i przy tym jeszcze wałęsa się po placu zabawy, na FM zaś jeśli ludzie już mają ochotę się nawalić to robią to tak, by nie przeszkadzać innym.

Będąc już w fazie narzekania to... śmieci. Takiego syfu jak na tegorocznej Moondalli to dawno nie widziałem. Zarówno po pierwszej nocy, jak i po drugiej, mainfloor był zapełniony śmieciami, które walały się wszędzie. Gdy kosze były już zapełnione, ludzie zaczęli rzucać odpady, gdzie się da! Totalny syf! Ale to nie wina organizatorów, bo gdyby nawet postawili przy głównej scenie 100 koszy to i tak by ten syf powstał. Taka już jest mentalność Polaka, że po co się trudzić i podejść do kosza, jeśli łatwiej jest upuścić butelkę lub inne odpady byle gdzie. Inna z naszych przywar to dotykanie wszystkiego co się da, co można było zauważyć na chilloucie. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele dekoracji było ciekawych , a "młyn" czy "wiatrak", czyli ruchome dekosy, sprawiały ludziom wiele radości, ale byli i tacy którzy musieli dotykać i majstrować przy nich, tak by przez chwilę było śmiesznie, a gdy coś się uszkodziło to szybka ucieczka, bez jakiejkolwiek chęci naprawy! Ot Polak. :(

Dość tych narzekań, pora na pozytywne aspekty Moondalli 2005, bowiem takich przecież było wiele. Ponieważ "byłem" ostatnio przy chilloucie, nawiążę jeszcze do niego. Tym razem chill był pod władaniem ekipy Jagodzianych, która jak zawsze przygotowuje się do swoich zadań perfekcyjnie. I tak oto poza wieloma backdropami, które upiększały każdą z "salek", Gagarin i Butosh zafundowali nam wiatrak oraz młyn, który był obracany za pomocą pompowanej wody - tego jeszcze nie było. Słyszałem kilka negatywnych opinii na temat chilloutu, że za dużo dekoracji itp. Dla mnie było idealnie. Chillout ma być miejscem w którym można odpocząć i odlecieć. Takim miasteczkiem niedaleko głównej sceny, jednocześnie odległym tak by można było zapomnieć o tym wszystkim co się dzieje na terenie festiwalu, a dekoracje mają dodać temu "miasteczku" odpowiedniego klimatu. Backdropy, pole grzybowe, czy ruchome dekosy sprawiły, że chillout 2005 był na poziomie i dorównał wreszcie temu z 2002 roku, gdyż w ubiegłych dwóch latach chillout był jakby traktowany po macoszemu.

Pora jednak wrócić z chilloutu na mainfloor, na którym po tragicznym wydarzeniu zaczęło się wreszcie dziać coś, co pozwalało mi odlatywać bardzo wysoko. Utrzymana w progresywnym stylu końcówka setu Atana przypomniała mi, że ten jeden z nielicznych psytransowych DJów grających z winyli nadal utrzymuje się w ścisłej czołówce naszych rodzimych DJów. Następnie zagrała kolejna z legend naszej sceny - Epix. Jakież to było wspaniałe zaskoczenie. Na ubiegłorocznej Moondalli set Epixa wiał dla mnie nudą, a teraz... zaprezentował wspaniały progresywny set. Po prostu miód dla ciała - takich setów można słuchać w koło. Szkoda tylko, że podczas setów nawalało coś z kablami, ponieważ z głośników poza wspaniałymi dźwiękami wydobywało się jakieś dziwne charczenie. DJ Rough to kolejna osoba, która miała zaczarować nami na parkiecie, no i oczywiście udało mu się to w doskonały sposób. Wreszcie porządne full ony, a nie suche i bez energii jakie prezentowali goście w nocy.

Wieczorem przyszła pora na nasze rodzime live acty . Pierwszy wystąpił Z-Piorunochron, czyli połowa Mox Planet, no i kolejne miłe zaskoczenie. Progresywne dźwięki na wysokim poziomie rodem z Polski cieszą bardzo! Mam nadzieję, że w najbliższym czasie utwory Z-Piorunochrona zostaną gdzieś wydane, bowiem jak już wspomniałem materiał był przedni. Ponieważ robotem nie jestem następny live act (Dharma) poświęciłem w większości na posiłek i ładowanie akumulatorów przed następnymi lotami. No i przydała się ta energia, gdyż następnymi pozycjami w line upie była ekipa ze stolicy, czyli nie kto inny jak Hallabanaha, tym razem w składzie Bongo i Mabeat. No i otrzymałem to czego chciałem! Jednak co klasa to klasa. Bardzo dobrze dobierane kawałki no i budowa seta utwierdziły mnie w przekonaniu, że obaj panowie jak chcą ;) to potrafią... hehe. Bongo rozpoczął delikatnie: Artax, Andromeda, Soul Surfer - oj co się ze mną wówczas działo! Te dźwięki - ekstraklasa - wraz z upływającym czasem, set nabierał tempa i energii, po godzinie wszedł Mabeat i po chwili usłyszeć mogliśmy remix "As a Child..." z dorobku niemieckiej grupy The Delta. Z utworu na utwór było coraz mocniej i energiczniej, co oczywiście podobało się publice. Na ostatnie pół godziny wszedł ponownie Bongo i już do końca było szaleńcze tempo, przy którym uśmiech nie schodził z naszych twarzy. No ale nic nie trwa wiecznie i około 23 ze swoim live actem pojawił się Mantodea, a ja postanowiłem ponownie udać się do namiotu, by posilić się przed nocą...

31 LIPCA 2005 - NIEDZIELA

Niestety siła złego na jednego i w namiocie dopadł mnie sen, przez co druga noc została przespana - jak dla mnie to jest życiowa katastrofa! Przepadli mi Tul, Portal Protecton ,THA, Tracer, Kin. Wprawdzie przebudziłem się na chwileczkę i miałem zamiar udać się bawić, bo ze sceny dobiegały dźwięki live actu Tula, jednak po informacji, że jacyś kolesie buszują po namiotach postanowiłem wsłuchiwać się w Tula z namiotu, po czym zasnąłem i obudziłem się na rozpoczęcie setu Martyzana. Martyzan zagrał bardzo ciekawe kawałki, jednak coś mu to zgrywanie w niedzielny poranek nie szło za bardzo. Następnie zagrał Elf, który poza doznaniami dźwiękowymi, raczył nas różnymi gestami, wywoływanymi przez kawałki które gra. Był to ciekawy set z kilkoma dość eksperymentalnymi kawałkami. Ostatnim zagranicznym DJem na Moondalli był Searcher z Hedonixu który zagrał masakrycznego seta z wieloma mrocznymi killlerami, jednak byłyby dobre na 1 w nocy, a nie na południe. Hmm... taka mała wtopa line upowa. Następnie na maine zagrał Tretek, ale ponieważ w tych samych godzinach grałem na chilloucie, trudno mi powiedzieć cokolwiek o jego secie. No i na zakończenie Mundialu ;) zagrali Atan i Mantodea. Był to świetny "ping pong", muzyka jaką grali panowie była rewelacyjna. Jak to zwykle bywa końcówki Moondalli są najlepsze! Po godzinie 19 zostały zassane resztki paliwa z agregatu i zamilkły dźwięki. Moondalla 2005 przeszła do historii.

Nim jednak podsumuję tegoroczną Moondalle, wrócę jeszcze do ludzi, bo gdyby nie oni to jakoś by mi ta Moondalla tak przeleciała, a tak dzięki wielu znajomym dane było mi miło spędzać czas. To WY, poza kilkoma świetnymi setami, tworzyliście dla mnie magię tej Moondalli. Nowopoznani ludzie z forum, starzy znajomi, czy też osoby które w przeciągu roku troszkę się zmieniły (wizualnie) to było to na co czekałem. To czego brakowało mi na Fullmoonie, a otrzymałem na Moondalli, choć na to aż tak mocno nie liczyłem. Super było obserwować jak odlatuje osoba dla której Moondalla była pierwszym w życiu spotkaniem z psytrance! Rozmawiać na różne ciekawe tematy, lub też co jakiś czas tłumaczyć tajemniczemu nieznajomemu, że chilloutu nie można przenieść w inne miejsce. No, ale nie samymi znajomymi się żyło na tej Moondalli. Serce me radowało się wieczorem w sobotę, gdy minęło już kilka godzin po tragedii. Mieszkańcy wioski wspólnie ze swymi dziećmi przychodzili, by podziwiać to wszystko z bliska. Jakaż była to energia, gdy dziadek z wnuczką pojawił się na mainfloorze, gdy mała i uśmiechnięta dziewczyna na swój sposób okazywała radość, a dziadek bawił się wspólnie z nią. Inne obrazy to przykładowo małżeństwo z dwiema małymi córeczkami, z których jedna bacznie podziwiała i odkrywała wszystko co wokół niej się działo. Byli też rodzice ze swymi dziećmi w wieku szkolnym, widok można powiedzieć normalny. Rodzice popijali piwko, a dzieci były pochłonięte w taneczny wir. Jakież było oburzenie dzieci, gdy ojciec mówił im, że już pora wracać do domu. Pewnie sami nawet nie zauważyli, gdy nogi same im tupotały im w rytm bitu. Takich obrazów nie zapomina się do końca życia, to jest to co dodaje mi energii i sprawia, że czuję się wspaniale i to wszystko u nas w Polsce. Tak, tak, jeśli chcemy to potrafimy bawić się dobrze i kulturalnie - po prostu Psychedelic Beautiful Trance. Zresztą mieszkańcy wioski byli jak najbardziej pozytywnie nastawieni do Moondalli, jak i do nas. Jedna z mieszkanek udostępniła prysznic, a pan Antek wiecznie na haju rozśmieszał nas swymi opowieściami - ot takie wiejskie życie! Obraz ten psują troszkę wieści o jakichś dresach lub miejscowych buszujących po namiotach, jednak wątpię by akurat zamieszana była to młodzież z Ulkowy - osobiście na "mieście" nie spotkałem osób o których można by powiedzieć dresiarz itp. Po prostu przypałętali się z innych wiosek lub miasteczek, bo wyczuli okazję. Jednak w przeważającej ilości miejscowi mieszkańcy byli zadowoleni, że jesteśmy z nimi, a oni są nami!

I tak w kilku zdaniach wyglądała tegoroczna Moondalla - ta na którą czekaliśmy tak długo i ta która jest już za nami. Teraz pozostają nam wspomnienia i chęć ponownego spotkania się razem za rok. A jak ogólnie wypada Moondalla 2005? Jeśli chodzi o muzyczną stronę, to dla mnie było tak pół na pół. Zbyt mało radosnych full onów, za to za dużo darko-podobnych, suchych i nie zawierających energii kawałków. Na szczęście umiejętnie obroniły się progresywne dźwięki i sprawiły, że sobotnie popołudnie było rewelacyjne. Ludzie... dzięki ludziom przeżywałem wspaniałe momenty, które powodowały u mnie ogromną radość, jednak byli i też tacy którzy doprowadzali mnie do szału. Za ten jeden wielki śmietnik wszyscy mają minusa, nie dyskotekowiec, nie transiarz co zna dyskografię 7 labeli na pamięć, ale wszyscy. Na szczęście wspomnień pozytywnych z ludźmi mam więcej i oby taki stan trwał już zawsze. Organizacja... hmmm, co by tu powiedzieć, by nikogo nie urazić, bo że się starano to sam widziałem, ale żeby było perfekt to jeszcze troszkę brakowało. Często kosze były już pełne, ale jakoś nikt się nimi nie interesował, a same się przecież nie wymienią. Przejście z mainfloora na chillout i pole namiotowe to była tragedia. Ciemność i nic poza tym! Tam trzeba było jakiś halogen wrzucić, bo sam się tam wywróciłem kilka razy, a światło w tym rejonie zapewne poprawiłoby widoczność i bezpieczeństwo. Przydałby się ciut inny wystrój mainfloora, bo tak był on o wiele uboższy niż ubiegłoroczny. Zapomniałbym o wizualizacjach... Bardzo dobry pomysł z tymi 5 ekranami! Nie dość, że zastępowały mi kilka dekoracji, to jeszcze były na bardzo dobrym poziomie. Także raz jeszcze wielkie brawa za pomysł no i dla osób, które majsterkowały z boku sceny przy swoim sprzęcie, tak byśmy mogli podziwiać ich działa. Na pewno podjecie decyzji o kontynuowaniu zabawy po tragedii jaka miała miejsce nie było łatwe, jednak dziękuję za podjęcie takiej decyzji, dzięki której ludzie z całej Polski (i nie tylko) mogli bawić się dalej, bowiem dla wielu osób był to pierwszy festiwal i czekano na niego tyle miesięcy. Ta Moondalla była wyjątkowa, działo się na niej wiele rzeczy, festiwal ten osiągnął pewien pułap jak na scenę psytrance w naszym kraju i teraz wszystko zależy od tego jak dalej potoczą się jego losy. Niechaj organizatorzy mają to na uwadze. Minusy które znalazłem nie były wielkie i można je łatwo poprawić, wówczas już wszyscy będziemy zadowoleni. Czego sobie i Wam moi drodzy życzę!

Kończąc chciałem pozdrowić wszystkich z którymi dane mi było się spotkać na tegorocznej Moondalli, ze starymi znajomymi, jak i osobami które dopiero co poznałem. Jak już wspominałem w relacji to przede wszystkim dzięki WAM ta Moondalla była dla mnie taka wyjątkowa.

Styropian