Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

28.04.2007 - toga dansverg - toga dansverg projekt


Kto: Toga Dansverg
Miejsce: klub Mandragora, Gdynia
Data: 28.04.2007

O gdyńskim klubie Mandragora słyszałem wiele opinii, zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych. 28 kwietnia rozpocząłem tegoroczną majówkę w Gdańsku i przy okazji postanowiłem wybrać się do Mandragory na imprezę organizowaną przez kolektyw Toga Dansverg.

W klubie pojawiłem się około 22:00, w środku klubu było jeszcze niewiele osób, więc czas ten postanowiłem przeznaczyć na jego zwiedzanie. A naprawdę jest co zwiedzać. Wystrój klubu naprawdę robi wrażenie. Loże, w których można usiąść, wyglądają pierwszorzędnie i póki co w żadnym innym klubie takiego wystroju nie widziałem. Głowna sala pomieści tak na moje oko około 500 osób, a po jej bokach znajdują się także miejsca, w których można usiąść. Salka, na której ulokowany był chillout, posiada wygodne kanapy do siedzenia i leżenia. Obok baru usytuowany jest wielki grzybek. Tak, więc pierwsze wrażenie klubu bardzo pozytywne.

Tej nocy na głównej sali zagrali DJe: Bongo (Hallabanaha), Rough (Toga), Fabian (Toga), Si i Schwarz, za chillout odpowiedzialna była ekipa MoonUnity w składzie Asphodel i Netri oraz Slash i Dark Duck. Kto grał na początku i na końcu nie wiem, w sumie i tak nie zachwycili. Bodajże od północy grał Fabian, który w swym secie zaprezentował progresywne nagrania i usłyszeć można było np. "On Air" autorstwa Son Kite. Cały set Fabiana był dość dobry, choć momentami zamulał i zamiast dodawać energii sprawiał, że lepiej było usiąść i wsłuchiwać się w kawałki niż tańczyć. Kolejnym DJem był Bongo, który poleciał bardziej żywiołowo i od razu na parkiecie zrobiło się tłoczno. Można było się wyszaleć. Niektórzy szaleli do tego stopnia, że wskakiwali na podest, wymachiwali rękoma krzycząc przy tym "Arka Gdynia". Jak to mawiają: "co kraj, to obyczaj". Podobnie było także na secie Rougha , który również poleciał z soczystymi nagraniami, które już jednak tak dobrze mi nie robiły i od tego momentu wolałem przebywać na chilloucie, gdzie leciały naprawdę bardzo przyjemne nagrania.

W sumie impreza ta przeleciała mi bardzo szybko. Poza stałym wystrojem klubu więcej pozytywnych rzeczy trudno jest mi się doszukać. Udekorowanie imprezy nie rzucało na kolana, a jakiś potencjał w klubie jest. Dla mnie była to impreza w stylu: zaczyna się długi weekend, zróbmy imprezę - na pewno coś zarobimy. Ludzi przybyło tak na moje około 150-180, więc o aspekt finansowy nie ma się co martwić. Szkoda tylko, że na takich imprezach cierpi marka Toga Dansverg. W tych imprezach nie ma już nic z tego, co sam miałem okazję przeżyć np. w maju 2003. Gdyby nie kilka znajomych osób to ta noc byłaby dla mnie jedną z gorszych. Ludzie, którzy przybyli byli bardzo dziwnie ożywieni, ale raczej nie od dźwięków, ale od specyfików oferowanych przez dilerów, których w klubie było sporo. Nad ranem dochodziło między nimi do sprzeczek i musiałem uważać, by wychodząc z chilla przez przypadek nie natknąć się na takiego kolesia. Tak jak na wielu imprezach ludzie o których mówi się "dresy" starają się jakoś pohamowywać swe żądze panowania, tak na mainie w Mandragorze rozbijali się na lewo i prawo. Do tego wieczne podrywy kobiet, tak jakby baby nie widzieli przez ostatnie pięć lat, o śpiewach "Arka Gdynia" już wspomniałem.

Była to moja pierwsza i pewnie ostatnia impreza w tym klubie. Samego klubu troszkę szkoda, bo jak wspomniałem stały wystrój robi wrażenie, a i imprezę można udekorować w przyzwoity sposób. Trzeba tylko chcieć to zrobić i mieć nadzieję, że ludzie którzy kiedyś odwiedzali imprezy Togi znów na nie powrócą i klimat będzie o wiele lepszy niż to co mogłem przeżyć tej nocy.

Styropian