Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

21.05.2002 - toga dansverg - harmonia


Kto: Toga Dansverg
Miejsce: klub Pomarańczarnia, Sopot
Data: 21.05.2002

Here comes the trill & chill czyli Toga & Hallabanaha mix / Goodbye Pomarańczarnia

Nadszedł czas zharmonizowania się z muzyką transową. Na imprezę udaliśmy się grupą: Ower, Guli, Kabal, Lechu ze znajomymi, no i ja. Jedni w magiczny pojazd znajomego, drudzy innymi środkami transportu - cel jeden: Sopot - Pomarańczarnia. Później grupka się powiększyła. Na miejscu wszędzie znajome twarze... Mauser, Gagarin i Jagodziani, Afghanfan i Patryk, Falbus, Mike i Sylwia, Czestter, Paproch... by wymienić kilka osób. Zupełnie jak w rodzinie...

Mainfloor tej imprezy należał do Atana wspieranego bębniącym Miervuugiem Sveergiem oraz zaproszonych przez ekipę Togi warszawskich DJ'ów z Hallabanahy: Bongo i Kwieq. Chillout z kolei był królestwem DJ'ów Snake'a i Wołgasa oraz duetu Apoca, związanego z Aspect Of Valour, który zagrał swój live act. Z pewnością miłą wiadomością dla wielu był fakt, iż chillout miał znajdować się tym razem na dworzu. I faktycznie - kiedy ujrzałem nowe wcielenie chilloutu Togi byłem b. przyjemnie zaskoczony. Chill stracił swój dotychczasowy kameralny, ginący w ciasnocie klubu klimat i chyba wszyscy imprezowicze, a zwłaszcza miłośnicy kosmicznych podróży w nieskończoność przy delikatnych dźwiękach, byli z tej zmiany zadowoleni. Dla każdego coś dobrego - chillout witał ludzi całą rzeszą przeróżnej maści foteli, ławek a nawet dwoma materacami, tak więc każdy mógł sobie spokojnie znaleźć jakieś miejsce. A wokoło kolorowo jak w kalejdoskopie - wszystko to za sprawą dekoracji Togi, wzmocnionych również elementami rodem z zaplecza Hallabanahy. Ciemne niebo na głowami i gwiazdy komponujące się z muzyką... po prostu brak słów. Muszę przyznać, że frekwencja osób odwiedzających to miejsce przypominała jak żywo obrazki sprzed baru Pomarańczarni - zwykle na czilu odpoczywało jakieś 15 osób, teraz liczba ta poszła spokojnie w dziesiątki. Zapewne długo mógłbym jeszcze pisać o nowym wizerunku "lżejszej strony" imprez Togi, jaka dokonała się na tej szczególnej imprezie, jednak faktem jest, że naprawdę trzeba tam było być samemu by w pełni tego doznać... A wokół rozbrzmiewały relaksujące, często eksperymentalne dźwięki...

Psychodeliczne wojaże na głównej sali rozpoczął jak zwykle Atan. Wraz z towarzyszącym mu Miervuugiem, który bębnił w takt psy-dźwięków, podkręcali publikę muzyką aż do zmiany z chłopakami z Hallabanahy. Co najlepsze, nie można było narzekać na brak miejsca do tańca, w porównaniu z paroma ostatnimi imprezami, gdzie w miarę luźno i spokojnie można było tripować dopiero po godzinie ok. 3 nad ranem. Kolejny plus tej imprezy. "And the night turned into day..." Na chillout zaglądały pierwsze przebłyski słońca. Tymczasem na mainfloorze ok. godziny 3:30 za deki wskoczył Kwieq zaczynając jazdę bez trzymanki 2 utworem z najnowszej płyty "MOS - Drive". Z numeru na numer muzyka była coraz szybsza i coraz bardziej pompująca, a i entuzjazm wśród publiki rósł z minuty na minutę, podobnie jak skoczność niektórych tańczących (sufit w Pomarańczarni jest niestety zbyt niski na takie przeżycia...). Wśród tańczących przy wysoce psychodelicznych kawałkach np. najnowszych propozycjach Space Cata, czy też typowym tech-transie pokroju projektów takich jak The Delta dawało się raz na jakiś czas usłyszeć gromkie okrzyki "Hallabanaha, Hallabanaha...!", a gorąca atmosfera pozbawiła niektórych górnej części garderoby. Warszawscy dejoci na dobre zadomowili się za dekami w trójmiejskim klubie. Kwieq regularnie zamieniał się z Bongo, podkręcając prawidłowo atmosferę grubo aż do godziny 7 rano - chłopaki z Wa-wy mają zdrowie, nawet po naszym wyjściu z klubu szybki mocny rytm muzyki nie ustawał. I prawidłowo...

Tak oto zakończyła się ostatnia impreza Togi w sopockiej Pomarańczarni. Z pewnością miło będę wspominał tą imprezę, poza jednym jedynym zgrzytem w postaci problemu z powrotem do domu...

Templar