Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

16.09.2005 - third eye psychedelic birthday party



Czasami tak bywa, że nie jesteśmy pewni czy chcemy / możemy jechać na jakąś imprezę. Do środy 14 września nie miałem takiego problemu, bowiem jakoś nie zerkałem na dział z imprezami na psytrance.cz .Gdy już jednak zerknąłem, okazało się, że impreza która mnie interesuje, odbywa się w piątek 16 września - czyli w dniu moich urodzin. Niby imprezy urodzinowej nie robię, lecz zawsze wpadają ciotka i kuzyn, no a jadąc do Czech musiałem to wszystko odwołać. No i najważniejsze, nie dane mi było spotkać się z ukochaną na dłużej, w romantycznej atmosferze (hehehe). Ostatecznie niezdecydowanie trwało do piątku, w południe podjąłem decyzję, że jednak pojadę do Ostravy. Choć pogoda nie zapowiadała się ciekawie, to już nic nie było w stanie zmienić mego zdania. Tak więc o 18:40 wyruszyłem autobusem w kierunku Cieszyna, przez całą drogę za oknami było pochmurnie, jednak wjeżdżając do Cieszyna rozpoczęły się opady, a gdy po 5 minutach spaceru pojawiłem się na rynku, rozpoczęła się ulewa. Nie mogłem jednak zbyt długo chronić się przed deszczem, bowiem po 21 miałem pociąg z czeskiego Cieszyna do Ostravy. Tym samym drogę na dworzec przebyłem w ulewnym deszczu. W Ostravie pogoda nie lepsza, choć tu już tak nie padało. Oczywiście jak to zwykle bywa, chciałem zakupić bilet na tramwaj, ale automat który był na dworcu został zlikwidowany i chciałem poszukać innego. Tak go szukając dotarłem do przystanku który był tylko o dwa przystanki wcześniej od miejsca docelowego. Dość dawno nie dane było mi zwiedzać Ostravę, tym bardziej o tej porze, a była 22. Jednak w tym mieście o tej porze czuję się bezpiecznie i nie wpływa na to fakt, że kibice GKS Katowice trzymają "sztamę" z kibicami Banika Ostrava, choć przyznam, że to dodaje pewności, a na imprezach jest tylko okazją do rozmów na różne tematy.

Znalezienie klubu Marley nie zajęło mi zbyt dużo czasu, choć byłem w nim pierwszy raz, to jednak dźwięki wydobywające się z klubu szybko skierowały mnie na właściwy tor. Już z zewnątrz było widać, że klub jest wypełniony ludźmi, a przed wejściem do klubu ludzi było również bardzo dużo. Nie ma się co dziwić, tym bardziej, że impreza była darmowa, więc mogło to przyciągnąć sporo ludzi, choć miałem obawy, że jakimś trafem pojawią się jacyś clubberzy. Jak się później okazało, były to tylko obawy, lecz o ludziach napiszę później. Miałem szczęście, że w klubie znalazłem się przed 23, bowiem do tej godziny właśnie grał Aiko, którego to bardzo chciałem usłyszeć. I choć jego setu dane mi było słuchać tylko przez około 20 minut to jednak nie zawiodłem się i już na "dzień dobry" ruszyłem w tany. Po chwili z głośników zaczął wydobywać się dźwięk utworu "As a Child I Could Walk" który to został zremiksowany przez Sub6. Przyznam, że byłem troszkę zaskoczony, że Aiko tak mocno zagrał, choć końcówka setu to była już dawka dobrych psychedelicznych dźwięków, które to są coraz rzadziej wydawane na winylach. Po 23 za playerami pojawił się dobrze nam znany i jednocześnie obchodzący tego dnia urodziny Martyzan (USE / Hedonix). W sumie to podczas tej imprezy miejsce miały "potrójne" urodziny, gdyż 16 września poza Martym urodził się jeszcze Michał z dekorującej imprezy ekipy Elemental oraz ja, o czym już wspominałem. Nazwa imprezy "Third Eye Psychedelic Birthday Party" miała więc jeszcze większą wymowę. Dodam jeszcze do tego, że 12 września swe urodziny obchodził DJ Rawe z Sonic Distortion. Martyzan zagrał bardzo dobrze - w kawałkach które dobierał nie było zbędnych dźwięków, które by tylko psuły końcowy efekt. Czasami pojawiały się melodyjki, które tylko dodawały kolorytu temu co działo się w klubie.

Kolorów poza muzyka dostarczały nam oczywiście dekoracje, a na imprezie można było podziwiać dekoracje trzech ekip: Cybertronix, Cybofunk, Elemental. Pierwsza z nich zatroszczyła się o nitkowe dekoracje, a Cybofunk i Elemental jak zwykle bywa rozwiesiły swoje backdropy oraz różne inne dekoracje, które trudno mi nazwać. Klub był cały wystrojony, szkoda tylko, że dekoracje były oświetlane tylko przez 3 UVki; choć efekt był dobry to sądzę, że jedna lub dwie UV więcej i efekt (szczególnie przy DJ stage) byłby jeszcze lepszy. No, ale nie ma co narzekać, bowiem jak zwykle dekoracyjnie Czesi spisali się jak zwykle na medal. Jak już wspomniałem impreza była darmowa, więc każdy mógł się na niej pojawić. No i znowu okazało się, że gdy ludzie chcą to potrafią! Potrafią się sprężyć i pojawić w dużej liczbie na imprezie i jeszcze lepiej bawić. W przeciągu całej imprezy zauważyłem może 4-5 clubberów, którzy tylko przewinęli się przez klub. Poskakali troszkę i ruszyli dalej w miasto. A Ostrava to miasto w którym klubów, pubów i innych knajpek, gdzie odbywają się imprezy, jest bardzo wiele. Każdy znajdzie coś dla siebie, tym bardziej, że w bardzo znanym Fabric tej samej nocy odbywała się impreza z dobrymi producentami muzyki techno - co zapewne ściągnęło sporą liczę osób.

Tymczasem w klubie Marley pojawiły się osoby, których nie widziałem dość dawno, rekordzistką była Iriss - z którą ostatni raz widziałem się chyba w grudniu 2003 roku! Poza tym pojawiło się sporo innych psychedelicznych freaków, którzy sprawili, że ta impreza stała się moją najlepsza imprezą na jakiej dane mi było być do tej pory w Czechach. Zmorą dotychczasowych imprez w Czechach było to, że ludzie po jakimś czasie opadali z sił, a często pomagało im w tym piwo i inne trunki, a nad ranem szybko zmykali do domów. Ta impreza była inna, parkiet zapełniony był przez cały czas, a odbywało się na nim wiele szaleńczych tanecznych ekstaz! Choć w sumie do około godziny 3 byłem lekko usatysfakcjonowany, ponieważ nie było momentu który by mnie podczas tej imprezy zmiażdżył. Muzycznie było dobrze, tylko że nie mogłem odlecieć do końca, posiadałem sporo energii, której nie miałem jak przelać w postaci szaleńczego tańcu, bowiem dźwięki na to nie pozwalały. Choć zarówno Sunset (Surface Tension), który grał mocne i energetyczne psytransy, jak i Kemac, który grał mrocznie, to jednak brakowało tej "kropki nad i". A po wypiciu Semtexu to już w ogóle czułem się niespełniony. No, ale to na co czekałem miało dopiero nadejść! O 3 z płytami pojawił się Rawe i jak na niego przystało zagrał dobrego seta i co bardzo mnie ucieszyło, na jego początku przez chyba trzy, cztery utwory z głośników wydobywał się dźwięk gitar. Szaleństwo podczas tego setu na parkiecie osiągało zenitu. Tak rewelacyjnie w Czechach jeszcze się nie bawiłem. Szamański taniec ze Słowaczkami, dynamiczne wędrowanie po całym klubie, które wręcz przypominało to jakbym "latał" po lokalu - oj cudowne przeżycie, czułem się jak za dawnych lat! A tu już 23 lata na karku - auć .

Niestety rewelacyjne imprezy maja to do siebie, że czas na nich płynie jakby szybciej. Oczywiście tak samo było w przypadku tej imprezy i gdy zerkając na zegarek widziałem, ze nieuchronnie zbliża się godzina 6, troszkę się smuciłem, że ta taneczna ekstaza powolutku dobiega końca i że trzeba będzie wracać do normalności zwykłego dnia. Tym bardziej, że Rawe pod koniec setu przygrywał kawałki w których było słychać, że powolutku pora kończyć. Mocny beat i przewijające się pośrodku anielskie melodie nie pozwalały o sobie zapomnieć. Choć i tak 6 to dobry czas jak na psytransowe imprezy w Czechach, gdzie zwykle zabawa w zwykłych klubach kończy się około 5, bowiem ludzi już nie ma. Tu było inaczej, ludzie było sporo, wiele osób się bawiło, a także przebywało przy barze. No i tak to się jakoś potoczyło i nie pamiętam kiedy ostatni raz zerkałem na zegarek i jaka była wówczas godzina, lecz gdy wreszcie muzyka ucichła to była 8:30! Tak, tak, impreza trwała właśnie do tej godziny i pewnie trwała by do tej pory, gdyby nie to, że organizatorzy jechali gdzieś w teren i musieli zabrać ze sobą mikser! A to co się działo od 6 to się nazywa impreza. Z płytami pojawił się Docus, który zagrał "Greedy" z dorobku "Chemicznej Mafii", po tym kawałku Rawe zagrał "Radio Edit" Exaile. Później poleciał kolejny killer, choć pamiętałem tytuły i producentów to teraz mi to wyleciało z głowy. Faktem jest, że panowie (bo później dołączył do Docusa i Rawe jeszcze Martyzan) przez ponad pół godziny serwowali nam dobrze znane i rozbrajające nas kawałki. Choć była 6 to szaleństwo na parkiecie trwało w najlepsze - ponownie udało mi się porwać w szamańczy taniec słowaczkę i lecieliśmy wysooooko. Gdy przez chwilę chciałem sobie odpocząć nie dane mi to było, bowiem Petra (która znała mnie, choć ja jej nie) mówiła mi, że trzeba się bawić. No to jak trzeba, to trzeba i znów ostro wymiatywaliśmy w tym czesko-polsko-słowackim tańcu. Pośrodku seta czwórki Docus, Rawe, Martyzan, Kemac, panowie zaczęli grać, ku mojej uciesze, bardziej morningowe klimaty, bowiem byłem już wypompowany i takich dźwięków mi brakowało by móc polatać wolniej w przestrzeni melodyjnych klimatów. Po serii morningów grajków aż kusiło, by jeszcze nam dowalić na zakończenie. No i dowalili nam kilkoma mocnymi kawałkami, które doprowadziły nas do końca. Coś pięknego. Wspominałem już ,że ta impreza stała się moja najlepszą w Czechach, ale jednocześnie stała się jedną z najlepszych w tym roku, a jednocześnie w moim życiu!

Impreza posiadała wszystkie niezbędne składniki wspaniałej imprezy: wspaniałe dekoracje, muzyka , ludzie. Te trzy "składniki" sprawiły ,że gdy wszystko się wymieszało powstała dawka cudownych wibracji które przesiąkły nas wszystkich i oby ich moc była z nami na długi, długi czas. Po odpoczynku związanym z nocnymi lotami, udałem się w drogę powrotną do domu. Droga w 90% została przespana, ale co tam - przynajmniej w mej głowie ciągle są te wspaniałe ostravskie chwile. Mam nadzieje, że w najbliższym czasie ponownie dane mi będzie zjawić się w Ostravie na podobnej imprezie, by wspólnie z holkami i klukami odlatywać wysoko. :)

Styropian