Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

16.07.2010 - mystika v


Miejsce: Blatnica niedaleko Martina, Słowacja
Data: 16-19.07.2010

Na wstępie zacznę może od smutnej wiadomości dla tych, którzy uwielbiali Mystike nie tylko ze względu na imprezę, ale także na miejscówkę, która z każdej strony zapierała dech w piersiach. Piąta edycja Mystiki, była jednocześnie ostatnią, która odbyła się na terenie Ufo Camping'u w Blatnicy. Straż leśna nie wyraża zgody na kolejne edycje imprezy ze względu na zwierzęta "zamieszkujące" tereny parku narodowego. Dlatego m.in. scena w tym roku była umiejscowiona w przeciwnym kierunku niż na poprzednich edycjach. Dla mnie był to plus, bowiem bawiąc się ciągle można było zerkać na piękne góry.

1.jpg

Na miejscu imprezy pojawiłem się już w czwartek około godziny 18:00. Byłem mile zaskoczony, bo już wówczas sporo roboty zarówno na main'ie i chill'u było zrobione. W piątek do zrobienia pozostały praktycznie już tylko prace wykończeniowe związane z rozmieszczeniem dekoracji. Obie sceny z godziny na godzinę wyglądały coraz ładniej. W czwartkowy wieczór na miejscu było już też wiele osób, które przyjechały dla zabawy, miejscówki chroniące przed słońcem szybko znikały - namioty w zagajniku wyrastały jak grzyby po deszczu. Tradycyjnie już dominującymi nacjami na Mystice byli Słowacy, Czesi, Polacy i Węgrzy.

2.jpg

Dekoracje na głównej scenie były dziełem słowacko/belgijskiego kolektywu Omikron (konstrukcje nitkowe), czeskich dziewczyn Spiralkat & Eviczka (dekoracje z lajkry), całość "zamykały" backdop'y autorstwa Sayp'a (Słowacja). O udekorowanie Chill Out'u zadbali m.in. kolektyw PsyAlaska, Cyril, Spiralkat & Eviczka i mimoTV. Dodatkowo w strefie Chill'u otwarte non stop były dwa ChaiShop'y: Shantea by PsyAlaska i Paranormal Activity. Przyznam, że Chill Out był najlepszy ze wszystkich dotychczasowych Mystik. Wreszcie można się było na nim poczuć jak na Chill'u a nie jak na scenie zrobionej z musu, po to by tylko była. Main Floor także ciekawie prezentował się w nocy, pomimo tego, że dekoracje nie były wielkie to razem z otaczającą naturą wyglądały dobrze.

Pod względem organizacyjnym nie można się było doczepić do większych rzeczy. Worki na śmieci były w wielu zakątkach Ufo Campingu, przez co nad ranem nie było tragedii z leżącymi wszędzie kuflami. Ekipa sprzątająca była bardzo aktywna - tak więc i ten aspekt został poprawiony. Doszły mnie głosy o problemach z toaletami i prysznicami, trudno mi to jednak oceniać ponieważ miałem przyjemność korzystania z "prywatnej" toalety/prysznica. Na pewno jakimś minusem było to, że dźwięki z Main'a przedostawały się na Chill, jednak gdy na tej scenie grano ciut głośniej i odpowiednio się usiadło/stanęło to nie było to aż tak uciążliwe. Kolejki mniejsze lub większe pod prysznic / toalety / po piwo / jedzenie są wszędzie, więc aż tak uciążliwe to nie było, a przecież każda kolejka to pewna integracja, a integracja ze świetnie bawiącymi się ludźmi jest zawsze mile widziana. Wielki plus należy się organizatorom za zamontowanie zraszacza, który w sobotnie południe chłodził nasze ciała. Na imprezach typu Mystika często denerwują mnie zmiany w TimeTable, a to ktoś nie dojechał, a to ktoś zaspał albo się zapił. Do momentu pierwszych opadów na Mystice nie było zmian i obsuw w "czasówce". Organizatorzy dbali o to, by każdy grający na minimum piętnaście minut przed rozpoczęciem grania został poinformowany o tym fakcie i w razie czego wybudzony ze snu. Bardzo mile mnie to zaskoczyło.

0.jpg

Tegoroczny Line Up był najbogatszy ze wszystkich dotychczasowych. Mystik. Rzut beretem od granicy i można było usłyszeć legendy sceny i projekty, które na takowe chciały by uchodzić w przyszłości. Na mainie spędziłem bardzo dużo czasu, wsłuchałem się we wszystkie najważniejsze live acty oraz sety DJskie. DJami nie jestem zaskoczony, Ci którzy mieli zagrać dobrze - zrobili to. Byli też tacy, którzy nie zważając na porę dnia młócili swoje Full On'y. Na wyróżnienie zasługują Psyla, który ładnie pocisnął w niedzielę brytyjskimi klimatami. Kary idealnie przygrywając progresami w sobotnie popołudnie oraz Demented. Producenci także pokazali się z dobrej strony, niestety nie wszyscy. Z piątku na sobotę usłyszeliśmy trzy live acty: Frantic Noise, Magalopsy i Gyrro. Matias Benamo (Frantic Noise) zagrał świetnie - dynamiczny dark trance w wykonaniu tego artysty bardzo przypadł mi do gustu. Sporo się działo i wszystko w granicach dobrego smaku - taki mrok bardzo lubię. Gdy dołączył do niego Nicolas Di Bernardo, by razem zagrać już jako Magalopsy nie było już tak pięknie. Nie owijając w bawełnę powiem tylko, że dla mnie była to sieka jakich mało. Pamiętam jak kilka lat temu (2002 lub 2004) pisałem na forum, że Megalopsy to projekt, który może wnieść sporo świeżości i nowego stylu na scenie psytrance. Nie miałem jednak pojęcia, że panowie pójdą w takim kierunku. Gyrro standardowo już niczym nie zaskoczył, było fajnie ale bez szału. Podobnie zresztą jak największe gwiazdy tegorocznej Mystiki - Etnica i Pleiadians. Pamiętam jak po Ozorze 2009 pisałem "Ten sam klimat podtrzymali panowie z Pleiadians. Maurizio Begotti i Max Lanfranconi rozgrzali publikę do czerwoności. Warto zaznaczyć, że był to live z prawdziwego zdarzenia. Maurizio ostro kręcił gałami, a Max wymiatał przy konsolecie. Następnie Max Lanfranconi już jako Etnica zagrał seta, w którym umieścił sporo nagrań w/w. projektu, oczywiście nie zabrakło "Triptonite" w wersji tanecznej". Na Mystice tego zabrakło, muzycznie może i było fajnie. Bo dobre numery same się obronią, ale jeśli zaprasza się kogoś tak znanego to oczekuje się czegoś więcej. Dla mnie obaj panowie przeszli obok swego występu. Zresztą czego oczekiwać od kogoś, kto przyjeżdża na swój występ "pięć minut" przed rozpoczęciem grania i zaraz po zakończeniu występu opuszcza miejsce imprezy? Zresztą obaj panowie już sami przyznają, że mają swoje lata i nie mają czasu na "przygody". Występ Etnic'i opóźnił się przez jakieś problemy sprzętowe Włochów. Efektem tego było to, że występ Etnic'i był setem DJskim, a podczas występu Pleiadians niby coś tam kręcili. Pod względem podejścia obu panów do występu oceniam go bardzo słabo. Muzycznie jak już wspomniałem mogło się podobać - ludzie którzy bardzo licznie zgromadzili się w sobotni poranek bawili się przednio. Niewiele się to jednak różniło od tego co usłyszałem na Ozorze. Druga dobra festiwalu zachęcała występami Aphid Moon, Xenomorph'a i Andromedy & Chromosome. Jules Hamer (Aphid Moon) to zdecydowany zwycięzca na głównej scenie tegorocznej Mystiki. Zagrał tak kwaśnie i energetycznie, że po północy musiałem brać kolejny prysznic. Niestety prawidłowy przebieg drugiego dnia imprezy zakłóciły opady. Xenomorph, który planowo miał zagrać o 2:00, rozpoczął grać przed 4:00. Niemniej nie wpłynęło to na jego występ, który uważam za bardzo dobry. Mark Petrick przygrywał na gitarze, wyśpiewywał fragmenty tekstów ze swoich numerów. Co ważne na długo przed swoim występem tj. około godziny 20:00 Xenomorph "nastroił" sobie sprzęt tak, by gdy przyjdzie jego kolej wszystko brzmiało tak jak należy. Troszkę mnie to zdziwiło, jednak przypominając sobie problemy Etnici widać, że jeśli się chce to można mieć profesjonalne podejście nawet na tak niewielkich festiwalikach jakim jest Mystika. Kolejne występy niedzielnego poranka zostały przesunięte przez padający deszcz. O 9:00 za sterami pojawił się Anders Nilsson, którzy przez kolejne 2,5 godziny przygrywał najpierw jako Chromosome, a później Andromeda. Uczucia mam podobne jak w przypadku Etnicy i Pleiadians. Muzycznie fajnie - tylko, że wszystko już słyszałem. Technicznie podobnie jak włosi, niby coś tam kręcił, ale jaki był tego efekt? Trudno było to usłyszeć, bowiem nagłośnienie w niedzielny poranek nie było zbyt głośne i naprawdę trzeba było być spokojnym by wsłuchać się w szczegóły. Nie wiem czy to ze względu na 1. niedzielny poranek czy 2. mszę w lokalnym kościele, ale Ci, którzy grali po Nilsson'ie grali już znacznie głośniej.

3.jpg

Więcej muzycznych ochów i achów na Mystice nie było. Co innego na aferze, który rozpoczął się około godziny 16:00. Miałem przyjemność go rozkręcać i w chwili kiedy "stery" przejmował kolejny DJ - Palmester w zagajniku bawiło się już sporo osób. To co z nami zrobił przejdzie zapewne do historii tego festiwalu. Stare kultowe Goa i Psychedelic wprawiło nas na prawie dwie godziny w stan, który trudno opisać! Tam trzeba było być. Było mi tak dobrze, że dziś nawet nie pamiętam co leciało ? Ale kto by tam sobie zaprzątał głowę nazwami i tytułami, gdy z głośników wydobywała się energetyczna esencja. Dla mnie był to set numer jeden tegorocznej Mystyki, a zapewne może i numer jeden w tym roku. Goa gra wielu DJów, ale niewielu potrafi dobrać kawałki i zgrać je tak jak Palmester! Przed 20:00 zaczął grać Demented, który niestety już nie był tak dobry jak dzień wcześniej na main'ie. O ile początek był jeszcze znośny to później kawałki jakie puszczał i brak ich zgrania zakrawa o kpinę. Najlepsze, że dzień później był chwalony za to jak zagrał. Fakt ludzie się przy tym bawili i mieli może i większy lot niż przy secie Palmaster'a, ale te wszystkie "Painkiller'y" grane jeden za drugim są strasznie bezpłciowe. Widocznie nie ważne co i jak, ważne by pizgało na wszystkie strony, a ludzie będą zadowoleni.

4.jpg

Wrócę jeszcze do chwalonego przez mnie wcześniej Chill Out'u. W sobotę około 22:00 przygrywał na nim praski projekt Mythematica, zrobił to w tak piękny sposób, że aż żal było podnosić się z ziemi gdy zakończył grać. Na Chill'u na żywo wystąpiły jeszcze zespoły Dirty Disco Rockers - trzech gitarzystów, perkusista i osoba odpowiedzialna za podkład elektroniczny. Jakoś nie urzekli mnie swoim graniem, niby jakoś to brzmiało ale chwilami miałem wrażenie, że każdy gra "swoje", co w połączeniu z dźwiękami pozostałych instrumentów nie dawało zbyt dobrego efektu. O wiele ciekawszy był występ grupy Nourish My Fame. Dwóch panów oraz pani, która przy każdym z nagrań udzielała się wokalnie i przyznam, że głos miała bardzo ładny i zachęcający do wsłuchiwania się w teksty. Jednym z ciekawszych wydarzeń na Chill'u był piątkowo/sobotni pokaz tańca dziewczyn z grupy Rustiqua [www.rustiqua.org]. Dziewczyny łączą taniec brzucha z innymi odmianami tańca i przyznam, że wychodzi im to świetnie!

6.jpg

Na piątej Mystice pojawiło się przeszło tysiąc osób. Frekwencyjnie była to najlepsza edycja. Muzycznie? Każdy chyba znalazł coś dla siebie - w odróżnieniu od ubiegłorocznej Mystiki nie grano już tylu full on'ów, które jeżyły włos na głowie. Dekoracyjnie była to najciekawsza edycja - pomimo braku jakiegoś "och" i "ach" wszystko ładnie się prezentowało. Chill Out najlepszy, ale o tym już wspominałem.


5.jpg
Osobiście będzie mi brakowało corocznej pięciodniowej wizyty na UFO Campingu. Blatnica ma swój urok i zawsze z wielką radością tam powracałem. Niestety w przyszłym roku jeśli będę chciał się tam pojawić to już nie ze względu na Mystike. Przed organizatorami stoi wielkie wyzwanie - znalezienie miejscówki, która dorówna tej z UFO Campingu nie będzie łatwe. Wierzę jednak, że tak jak po pierwszej Mystice pisałem "Wszystko czego można oczekiwać od festiwalu zostało spełnione. Dobra pogoda, muzyka, uśmiechy, taniec, zabawa... aż szkoda było opuszczać Blatnice. No ale jak to już w życiu bywa, wszystko co dobre szybko się kończy. Na zakończenie dodam, że miejscówka ma ogromny potencjał i podczas Mystiki była wykorzystana może w 15%, oby za rok ponownie w tym samym miejscu odbył się kolejny festiwal na który zapewne znowu się wybierzemy.", tak za rok będę mógł podobnie wypowiedzieć się o nowej miejscówce!

Text & Foto: Styropian