Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

15.01.2005 - hallabanaha - acid test


Kto: Hallabanaha
Miejsce: klub Apartament, Warszawa
Data: 15.01.2005

No więc od czego by tu zacząć... Tak, wiem, nie zaczyna się od "no więc", ale pozwolę sobie mimo tego. Po pierwsze, bo tak kiedyś zacząłem kartkę pocztową do przyjaciół i spodobało im się :) Po drugie - bo jak tu napisać recenzję imprezy, która miała miejsce przeszło miesiąc temu? Do tego imprezy, którą można by w sumie streścić jednym słowem - "trans!" Tej nocy przypomniałem sobie pierwotne znaczenie tego słowa i właściwie całą noc płynąłem, prawie nie zwracając uwagi na to co działo się wokół. Z małymi wyjątkami ;) ale tymi informacjami nie mogę się dzielić, doprowadziły do takich wydarzeń, że znalazły się w tajnych aktach MJ12. :)

A tak strasznie nie chciało mi się tego dnia wychodzić z domu, może dlatego, że nastąpiło nagłe obniżenie temperatury, w ogóle nie byłem w nastroju imprezowym. Oczywiście koniec końców ruszyłem się - Echotek nie wpada przecież co weekend. Przed imprezą wraz z kolegą F i kolegą J uraczyliśmy się jeszcze browarem w pewnym mocno podejrzanym lokalu i po takim krótkim intro udaliśmy się przez nieprzyjaźnie mroźne miasto do Apartamentu. Przywitałem się z organizatorami i udałem się na małą salę. Jak tylko się tam znalazłem, pierwsze wrażenie - "WOW!". Od razu podzieliłem się tym "WOW" ze znajomymi, którzy byli tego samego zdania. Niektórzy nawet wniebowzięci. :) "WOW!" trwało do samego końca. Końca małej sali znaczy. :) Daaawno nie było w Warszawie imprezy na której można było dokarmić zmysły taką ilością soczystych, przestrzennych goatransów. Do tego dekoracje, na sali było tak kolorowo, że można było zapomnieć, że tam na zewnątrz panoszy się wstrętna zima. Ludzie dopisali - mimo tego, że wejście tylko z listy - przybyło ich dużo, ale nie za dużo - w sam raz. Same pozytywne osoby, większość widać, że mocno wkręcona w temat, prawie jak na festiwalu. Do tego sporo gości z innych rejonów kraju, przede wszystkim z Gdańska, ale i Krakowa i Śląska. Serdeczne pozdrowienia. :) Wracając do muzyki - choćby po tym jak ludzie bawili się widać było, jak bardzo potrzebowaliśmy Goa. Powrotu do Źródła, źródła Mocy, The Source. :) Poleciały klasyki, moje ukochane Dimension 5 kilka razy, niezapomniane Z to A - Next Stop Oblivion, Cosmosisów, Astrali, Ra nawet nie ma sensu wymieniać.

W momencie gdy na sali zrobiło się podejrzanie pusto przypomniałem sobie "ach no tak, Echotek". Uświadomiłem to kilku osobom ;) i udaliśmy się na mainfloor (oops, po raz pierwszy, dopiero teraz). Jak wspomniałem, ludzi było w sam raz, jednak pod warunkiem dystrybucji z rozkładem normalnym :) na dwóch salach. Podczas live actu Echoteka wszyscy zgromadzili się na Mainie jak w wagonie metra w godzinach szczytu, na przykład 7 rano, business days. Na szczęście goście z Gdańska którzy mieli okazję przejechać się naszym wspaniałym metrem uczynili to rano ale w niedzielę, dzięki czemu mogą mówić, że w metrze było luźniej. :) Niektórzy nie wytrzymali naporu i udali się z powrotem na salę Goa, ja postanowiłem zostać do końca, no bo w końcu Echotek nie co weekend i pewnie trochę organizatorów kosztował, więc wypada docenić. Przejdźmy do meritum. Micha zagrał live w klimatach trudnych do określenia - nie za szybko, nie fullonowo, ale też nie minimalnie, nienajlepiej ale i nienajgorzej. Pod koniec niestety w moich oczach popsuł jakimś tanim rockowym wrzutem (wtajemniczeni mówią, że było to Linkin Park). No skandal moim zdaniem, na imprezie transowej to wybija z rytmu i pasuje jak kosiarka do trawy do powierzchni Marsa. Pewnie zostanę za brak poczucia humoru i ortodoksyjne poglądy zjedzony żywcem przez pewnego zaprzyjaźnionego DJ-a, który nie zostawi nawet kości :) jak powiem, że na sam koniec już totalnie Micha pojechał tandetą - jakimś housowym, bo nawet nie progresywnym, wokalem. Dla jasności (i ocalenia kości ;)) - nie mam nic przeciwko mieszaniu styli, pod warunkiem, że robi się to z klasą taką jak Bigwigs w swoim "Fraktalik Fraterniti". A jak ktoś już musi mieszać do transu gitary, to bardzo proszę niech bierze przykład z "Gajinrocker" by Electric Universe.

Po Echoteku - na szczęście bilet z krainy Goa miałem round trip, więc nastąpił szybki trip back :). Przepraszam, za praktyczny brak opisu wrażeń z dużej sali, ale mało tam bywałem. Parę razy wpadłem i grali dobrze, ale ja tak potrzebowałem Goa, a klona zostawiłem w szafie więc dwie sale jednocześnie nie wchodziły w grę. ;) Podsumowując - takie imprezy się pamięta. :) wydarzenie udane w 101%. Wielkie dzięki i respect dla organizatorów. Ponadto impreza z Echotekiem zapoczątkowała cykl super imprez w Apartamencie. Od tego czasu praktycznie nie było w Apa słabej imprezy i oby tak zostało jak najdłużej, w końcu niedługo wiosna, potem open airy, wschody słońca, mrrr... Trust in trance!

Entech