Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

13.09.2003 - psychotoons project - transformacja


Kto: Psychotoons Project
Miejsce: Modelarnia (Stocznia), Gdańsk
Data: 13.09.2003

Pierwsza impreza w stoczni, która odbyła się jakiś czas temu (odsyłam do relacji z imprezy o nazwie Dekoder) pozostawiła po sobie same dobre wrażenia. Kolejna impreza na terenie dawnej Stoczni Gdańskiej - Transformacja - zaistniała w miejscu zwanym Modelarnią. Mimo surowości miejsca udało się stworzyć klimat, którego mi brakowało na imprezach odbywających się w zamkniętej przestrzeni. Nawa imprezy jak dla mnie okazała się być nie bez znaczenia, chodziło wszak o pewną transformację działań nowopowstałej ekipy, która przeniosła się z organizacją imprez z plaży w Brzeźnie do zamkniętych przestrzeni. "Żeby się dobrze bawić trzeba kogoś zabić" - jak mawiał filmowy kolega Bogusia Lindy w starym polskim filmie o gangsterach. Ja jednak nie miałem zamiaru nikogo zabijać, wiedziałem, że wystarczy udać się na transy do stoczni. Grunt to innowacje.

Ok. godziny 22 ja i moja ekipa (skład: Guli, Nika, Iza oraz ja) znaleźliśmy się na terenie Stoczni. Na miejscu witając pozostałą część transowej drużyny zaczęliśmy wspominać minione balety pod okiem Stropharii... Modelarnia. Kiedy znalazłem się już w środku pomieszczenia pierwsze słowa jakie wydobyłem z siebie to wymowne do bólu "Ja pier...le.". Całe pomieszczenie była wręcz olbrzymie, zarazem przywodziło mi na myśl wielką salę gimnastyczną. Przyznam, że spora przestrzeń do lotów wokoło oraz ok. 10 metrów wolnej przestrzeni nad nami samymi dawało spory komfort. Jeśli chodzi o jego czysto imprezowy aspekt, to miejsce ma ogromny potencjał. Miesiąc wcześniej nie mieliśmy okazji wyszaleć się na urodzinach Togi w hali z przyczyn organizacyjnych, za to tutaj można było do woli realizować swoje ukryte pragnienia co do rozpościerania skrzydeł przy transie. Po prostu "och-y" i "ach-y"... sami rozumiecie :). Swój live act zakończył właśnie Darek (Dhuna), po czym w wir krążki wprawił DJ Rough, serwując windującą muzykę ocierającą się o progressive i wyszukany full-on (sporo smakowitości z 3D Vision). Świetny dobór materiału i nienaganna technika powodowały nagły przypływ błogiego zadowolenia, podczas gdy w powietrzu unosił się cudny "mydlany" zapach pozatykanych tu i ówdzie kadzidełek. Muzyka oczywiście nie pozwalała zebranym osobom ustać w miejscu. Będąc w takim miejscu jak Modelarnia nie było wcale mowy o tym żeby ktoś przeszkadzał sobie nawzajem podczas tańca. Zaznaczę, że do północy impreza przyciągnęła 150 osób. A ja zacząłem się rozglądać... DJ-ka zlokalizowana była w samym centrum Modelarni, dokoła widniał rząd typowo kinowych krzesełek, za samą DJ-ką znajdował się prowizoryczny chillout będący w nierozerwalnej symbiozie z mainfloorowymi dźwiękami, czyli kilka kanap i stoły. Obok bar, przez co na brak złotego trunku nie można było nijak narzekać. Jedną ze ścian zdobiły płótna autorstwa Jedaja, a na filarach podtrzymujących strop za sprawą kreatywnego pana znanego jako ProjektZiemia wyrosły fluoro-grzybki wykonane z materiału. Nad naszymi głowami tuż przed DJ-ką wisiała przestrzenna bryła gnieżdżąca w samym środku patent ekipy Psychotoons Project, czyli zmodyfikowane genetycznie laleczki świecące w ultrafiolecie.

Po pewnym czasie małą grupką ruszyliśmy zwiedzić teren Stoczni. Gdy powróciliśmy z naszego niecodziennego nocnego rekonesansu za dekami stał już od pewnego czasu Martyzan. Kto chociaż raz widział Martyzana w akcji wie na co go stać. Do szczęścia brakowało jeszcze tylko jego kolegi Barta z nieśmiertelnym didgeridoo. No ale wtedy mielibyśmy już pełen pokaz Rum Warriors, a nie grę DJ'a Martyzana :>. Nie było innego wyjścia jak dać się porwać w wir muzyki. Nois, który pojawił się za dekami tuż po czeskim DJ'u, zagrał tej nocy sporo konkreciarskich rozgrzewających numerów, m.in. utwór legendarnej grupy Metallica w remixie Skaziego - numer efektowny, lecz bynajmniej nie efekciarski, okraszony mocą imprez stricte rockowych (i poczułem się jak na takowej również!). Dla mnie istna bomba tej nocy! Nois po jakimś czasie (zegarek przestał w tym miejscu dla mnie istnieć) zmienił się za dekami z Owerem, który w mig przywołał dźwięki pokroju Logic Bomb czy Altoma. Ja rozkoszując się chwilę ich melodiami na parkiecie przycupnąłem zmęczony na jednym z krzeseł. Nie potrafiący odnaleźć się w puszczanym materiale muzycznym Łosiu (który nota bene wystąpił po Owerze) niestety nie grzeszył techniką, a przejścia między numerami czy też niespodziewane psikusy gasnącego co rusz sprzętu okazały się nie do przełknięcia. Jedyny plus należy się za upór w walce z systemem. Ogólnie osoby grające bardziej z rana mają o tyle bardziej utrudnione zadanie, że parkiet jest już znacznie przerzedzony, a i ciężko jest poderwać jeszcze obecne i zmęczone imprezą osoby. Udało się to na szczęście jeszcze poniekąd Noisowi i Martyzanowi, którzy po raz kolejny pojawili się za sprzętem grającym. Sama Transformacja dobiegła końca ok. godziny 9 rano. Pomijając superlatywy na temat miejscówki (istny strzał w dziesiątkę), to nie zabrakło dobrego klimatu (że już o bliskich mi osobach go generujących nie wspomnę), a za dekami pojawiło się sporo "pełnokrwistych" postaci, chociaż czasami brakło mi większej ilości odcieni transu. No cóż, oby tak dalej. Oklaski. Koniec transmisji. Bzzt...

Templar