Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

03.07.2004 - suprasonic festival



Dzięki Butoshowi zdążyliśmy na pociąg do Berlina i od godziny 9:02 rozpoczął się nasz (mój i Aliena) Suprasonic Trip :) Wyjeżdżając o wspomnianej już godzinie 9:02 z Karstad, na miejscu festiwalu, tj. w Żelkovicach, pojawiliśmy się o 0:30. Drogę ta pokonaliśmy 7 pociągami i taksówką. Zwiedziliśmy dość spory kawałek Niemiec, zobaczyliśmy Pragę nocą... męcząca podróż , jednak nie zapomnę jej do końca życia. Dodam do tego jeszcze żartobliwe rozmowy z czeskim celnikiem, który naśmiewał się z mojego nazwiska (Drabek), który pytał się mnie co oznacza moje nazwisko w języku polskim. Przyznam, że po przyjeździe do Beroun o 23:50 byłem lekko zaniepokojony tym jak się dostaniemy do Żelkovic, próby łapania stopu były nie udane, a na autostradę trudno było wejść, a i mogło by się to źle skończyć. Na szczęście właściciel stacji benzynowej zadzwonił po taksówkę i za 307 koron dotarliśmy na miejsce. Od razu samopoczucie mi się poprawiło kiedy zobaczyłem znajome twarze.

4 LIPCA 2004 - NIEDZIELA

Po północy za CD-playerami stał Sunset (Surfence Tension), który leciał swymi standardowymi numerami, czyli "Skazi - Flying Saucer", Cosma, kilka utworów z "Zoo 3". Oczywiście ludziom się to bardzo podobało i ostro odlatywali. Sunset jest bardzo dobry technicznie, jednak będzie musiał zakupić nowe płyty, gdyż ilekroć go słyszę to gra podobne utwory. O 1:30 zagrał Cymoon (Sonic Distortion), jednak podczas jego setu rozbijaliśmy namioty oraz lajtowaliśmy po podróży.

O 3:00 zagrał Mr Peculiar, który do line upu wskoczył w ostatniej chwili, podobnie zresztą jak japoński projekt Piu. Mr Peculiar zagrał (bardzo mi się podoba ta nazwa) "artist CD set", czyli po prostu grał z CD swoje produkcje. Przyznam było bardzo milutko. Momentami bardzo wykręcał utworami, by po jakimś czasie zwolnić tempo. Szkoda, że Mr Peculiar nie zagrał po DJ'u TV (Ketuh rec. / Sonic Distortion), bowiem jego set byłby wtedy o wiele lepszy, tym bardziej, że TV zagrał dość mocno ,a grał od 4:30. Niestety podczas setu TV padłem ze zmęczenia i zasnąłem, nie budząc się na live act i set Sensienta :(, a tak bardzo chciałem go usłyszeć. Oczywiście jak to bywa pytając ludzi jak było na Sensient'cie jedni mówili, że słabo, inni zaś, że zagrał świetne progressy... bądź tu mądry i pisz wiersze.

Pobudka o 9:30 sprawiła, że pobujałem się przy secie Pooh vs Slater, przy okazji dodam, że Pooh to kobieta. Secik bardzo miły , w sam raz na godzinę która była na zegarkach. Przebijały się progresywne kawałki, zagrany został zresztą też "hit" Fullmoona czyli "Ra He'ya " autorstwa Sub 6. Około 11:00 przez moment pograł Schwa (Tribal Vision) ze swoimi progresami, a po jakimś czasie zmienił go gościu który zagrał to na co czekałem 11 miesięcy. Po prostu z głównej sceny zrobił się chillout, gdzie grane było wszystko od klasyki, przez disco i inne gatunki. Pięknie było usłyszeć znów "jak zdobywano dziki zachód" czy choćby Boney M. Oczywiście można było podziwiać takich "elektroników" jak J.M. Jarre, Enigma,Vangelis. Naprawdę bardzo się cieszę, że znów uczestniczyłem w tym południowym chilloucie, gdzie gościła radosna muzyka. W tym samym czasie rozmawiałem z moją czeską koleżanka Nagich, z którą zwiedzałem teraz miejsce gdzie którym odbywał się festiwal . Muszę przyznać, że lokalizacja była cudowna! Teren na którym odbywał się Suprasonic Festival był górzysty, a z małych pagórków rozprzestrzeniały się piękne widoki. Pagórki które były dookoła miały góra 400 m n.p.m. Scena festiwalu była umieszczona w dolince którą otaczały pagórki z każdej strony. Z pagórków tych był piękny widok na tamtejszą okolice. W nocy księżyc oświetlał pięknie teren, w oddali było widać światła miast, w dzień słońce oświetlało swymi promieniami pagórki, a widoczność była super. Zresztą pogoda podczas festiwalu była świetna, słonecznie, bezwietrznie tylko w nocy, z niedzieli na poniedziałek troszkę pokropił deszcz.

Wracając jeszcze do ludzi na tym feście, to oczywiście jak na Czechów przystało są bardzo gościnni i przyjaźnie nastawieni do innych. Można z nimi porozmawiać i miło się robi, gdy wspominają Tromesę, Bigwigs, Praecoxa oraz Kino Oko. Jestem ciekaw ilu Polaków zna czeskich producentów? No a gdy słyszy się, że ich początki związane z elektroniką to TMM na RMF'ie to już radocha pełną gębą! Miło było ponownie spotkać pana co się zwie Jahodovy (Truskawkowy) Komponent, jego dziewczynę, czy choćby w poniedziałek rano Psyrixa. Przy okazji chciałem przekazać wszystkim psytransowym ludziom z Polski pozdrowienia od DJ'a TV, który kazał pozdrowić wszystkich :) - więc to czynię.

Niedzielne popołudnie mijało bardzo miło. Oczywiście jak na czechów przystało to wypijają hektolitry piwa :), na szczęście można było też coś przegryźć np. świetne tosty za 35 koron. Około godziny 22 ponownie pojawił się DJ Schwa grając progresywne produkcje, by pod koniec seta wchodzić coraz bardziej w głąb psychedelic trance. Oczywiście ludziom się to podobało. Gdy wybiła północ ze swym live actem pojawił się Gappeq (Ketuh Rec). Początkowo jak dla mnie lekko przynudzał, grając psytrance jakich wiele, lecz ostatnie 40 minut to już mistrzostwo. Jedyne z czym mogę porównać produkcje Gappeq to Electric Universe. Po prostu tyle energii w tej muzyce było, że ludzie ostro odlatywali na polance. Choć czasem pokropił deszcz, nikomu to nie przeszkadzało.

5 LIPCA - PONIEDZIAŁEK

Ja już niestety dałem za wygraną nodze, która bardzo bolała gdy się na nią stawało, więc wziąłem zestaw karimata i śpiwór i położyłem się na wprost sceny, tak by móc podziwiać wizualizacje... Te były naprawdę świetne, myślałem że będą podobne do tych z poprzedniej nocy, kiedy to wplątywano wiele fragmentów z innych czeskich festiwali, jednak nie. Ekipa zaprezentowała bardzo ciekawe przedstawienia z wykorzystaniem fraktali. W połączeniu z kosmiczną muzyką Gappeq dawało to naprawdę świetny efekt. Po Gappeq zagrał Rawe (Sonic Disortion), niestety z jego setu niewiele pamiętam, bowiem "udało" mi się zasnąć :(. Obudziłem się o 5:00 kiedy swego seta kończył Triskell. Szkoda że przespałem drugiego live acta podczas tej imprezy, bowiem wspomniany już Triskell zaprezentował także swoje własne produkcje. O 6:00 pojawił się za playerami Ilija, który jako jedyny podczas tej imprezy zagrał klimaty które przewodziły na Fullmoonie. Tak więc usłyszeliśmy "Eskimo - Party Pooper", "Talamasca - Action", "Sub 6 - Ra He'ya" Początkowo Ilija technicznie grał dobrze, lecz później to już zgrywał ,a raczej łączył końcówki utworów. Tak jakby chciał im oddać całe ich piękno. Hmmm, piękne to i one może są, ale wysiłku DJ'a w tym nie ma żadnego.

O 7:30 ze swymi produkcjami pojawili się japończycy z grupy Phi. Można powiedzieć, że to właśnie Phi wspólnie z live actami Tikala i Silicon Sound z Fullmoona podbili moje serce. Po pierwsze, live act w 100%, a nie jakieś tam puszczanie z laptopa. Po drugie, chłopaki za sprzętem emitowali taką energie, że przenosiła się ona na wszystkich, choć przecież ich produkcje były nikomu nie znane. Co i jak zagrali panowie z Phi? Przede wszystkim nie było w ich produkcjach ani jednego full-onowego numeru, a jeśli ktoś jest miłośnikiem Quirka, Prany, Transwave czy Joujouka to mógł być uszczęśliwiony, ponieważ live act był w 100% przesiąknięty psychedelic trance. Dla mnie po prostu bomba! Widać że panowie nie idą w kierunku który jest teraz modny w świecie psytrance, tylko grają swoje i wychodzi im to naprawdę dobrze. Ich produkcji można posłuchać na www.phi-music.net i sami przekonacie się, jaką moc ma ich muzyka. Swoim graniem Phi przypomnieli mi moje początki z psytrance i jestem im za to bardzo wdzięczny. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i o 9:00 Phi zakończyli swój występ, a zastąpił ich DJ Ladic, który przygrywał już bardziej progresywnie, czasami wrzucając jakiś psytransowy kawałek. Niestety my już musieliśmy się zbierać, bowiem droga do domu daleka. Ludzie powolutku znikali z terenu festiwalu, a my do 13:00 mogliśmy się jeszcze wsłuchiwać, podobnie jak w niedzielę, w klimaty klasyki, disco i dance :)

Po pokonaniu 5 km i oczekiwaniu na pociąg wspólnie z ekipą Cybertronix udaliśmy się pociągami do Ostrawy, a ponieważ bardzo lubimy podróżować pociągami to przeszkody nie stanowiła nam informacja, że jedziemy okrężną drogą przez Brno, tym samym będąc opóźnieni 50 minut. W Ostravie pojawiliśmy się 22:30. Do Cieszyna nie było co wracać, bowiem tamtejszy dworzec (w polskim Cieszynie) przypomina raczej ruinę, na której noce spędzają bezdomni i jakieś inne typy. Ja już miałem okazje spędzić raz noc na tym dworcu, po powrocie z Psylvestra w PsyAlasce u Brezna 1 stycznia. Na szczęście było wówczas spokojnie. Noc na dworcu w Ostravie minęła bardzo szybko, bar z daniami otwarty, więc czego więcej pragnąć?

6 LIPCA - WTOREK

O 2:25 pociąg do Cieszyna, a o 4:05 wyjazd do Katowic z przesiadką w Bielsku B. I tak oto po ponad tygodniowym psychedelicznym tripie pojawiłem się w domu o 7:05. Wyjazd na Suprasonic Festival o którym tak wiele pisałem na forum, również okazał się strzałem w dziesiątkę. Rok temu po FM udaliśmy się na Antaris i tam mi się nie podobał, za dużo ludzi, muzyka jakoś nie ta którą lubię, a na Suprasonic miałem to wszystko czego oczekiwałem: muzyka, ludzie... taki malutki open air ze znajomymi, gdzie nikt nie oczekuje, że przybędą tysiące ludzi, nikt nie wymaga cudów za deckami, ludzi są sympatyczni i liczy się tylko dobra zabawa. Tego mi po Fullmoonie było trzeba i to dostałem, a przy okazji zwiedziłem dość spory kawałek Niemiec i Czech. Teraz byle do Moondalli!

Pozdrowienia dla wszystkich z którymi dane było mi się bawić i rozmawiać podczas tych wspaniałych dni.

Styropian